Pierwszy tom Cyklu Demonicznego, w Polsce podzielony na dwie części.
Tytuł: Malowany człowiek
Autor: Peter V. Brett
Przekład: Marcin Mortka
Wydawnictwo: Fabryka słów
Noc poza kontrolą
Noc nie należy do ludzi. Schowani w swoich domach za runicznymi barierami próbują spać, z nadzieją że dożyją świtu. Otchłańce, pojawiające się gdy tylko zajdzie słońce, polują na nieostrożnych, którzy znaleźli się poza ochroną magicznych run, a także cierpliwie sprawdzają zabezpieczenia ludzi. I zdarza się, że czarodziejskie znaki nie wytrzymują naporu demonów. Akcja podzielona jest na trzy wątki, historie trojga młodych ludzi, Arlena, Leeshy oraz Rojera. Każde z nich podąża inną ścieżką, dojrzewając, by pod koniec drugiej części książki spleść swe losy i dzielnie stawić czoła otchłańcom.
Drużyna
Język, jakim napisana jest ta książka jest prosty, fabuła jest nieskomplikowana. Trójka głównych bohaterów jest ciekawie poprowadzona, lecz nie potrafiłem pozbyć się wrażenia że od początku są kreowani na niezwyciężonych „nadludzi”, którzy wręcz szkolą się do wali z demonami. I tak Arlen jest doskonałym wojownikiem, Leesha zielarką, a Rojer bardem (a raczej minstrelem). Ten ostatni jest tak dobry w swoim fach, że potrafi swoją grą odpędzać otchłańce. Takie zróżnicowanie w gronie naszych śmiałków przywołało mi na myśl chyba już nieśmiertelne zdanie: Przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę.
Co z tymi runami?
Mimo takiego znaczenia run w przetrwaniu ludzkości, nie potrafię zrozumieć, dlaczego domy w wioskach były chronione tylko jednym kręgiem. Podczas fragmentów opisujących drogę Posłańców (ryzykanci podróżujący między oddalonymi od siebie miejscami, zmuszeni nocować pod gołym niebem) przez niezamieszkane tereny, widzimy że ustawiają oni dwa kręgi, jeden wewnątrz drugiego, jako dodatkowe zabezpieczenie. Nie otrzymałem też wyjaśnienia co stało na przeszkodzie demonom aby zmaterializować się wewnątrz kręgów, omijając tym runy. Zastanawia mnie też przyczyna, dla której oddalone od siebie są dom rodzinny Arlena oraz krąg runiczny ze zwierzętami hodowlanymi. Przecież to wszystko powinno być jak najbliżej siebie, żeby w razie przerwania bariery, móc jakoś zareagować.
Schematy, wszędzie schematy
Mimo wielu nieścisłości świat przedstawiony w książce jest przemyślany, ale bardzo schematyczny. Podział na pięć wolnych miast, które jest producentem różnego rodzaju dóbr (żelazo, drewno, żywność, ryby) jest dosyć naiwny. Tak samo jak kompozycja książki. Pod koniec drugiej części autor chyba stwierdził że potrzebuje mocnego zakończenia, mamy tu dość dużą, emocjonującą bitwę. Szkoda tylko, że całkowicie zbędną, bo nie zmieniła ona nic, oprócz uszczuplenia zasobów ludzkich pewnej wioski.
I prostota
Książka jest prosta, jedna z tych, w których gdy ktoś opowiada historię świata, musi być ona prawdziwa, nie ma miejsca na spiski i krętactwa. Dodatkowo wydawnictwo postanowiło wykonać haniebny skok na kasę czytelników, dzieląc jeden tom na dwie części. Można przy niej spędzić wiele godzin dobrej zabawy, ale nie należy się spodziewać czegoś ambitnego, wymagającego myślenia.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz