niedziela, 13 września 2015

Recenzja #2 Ludzie jak bogowie

Autor: Herbert George Wells

Tytuł: Ludzie jak bogowie 

Wydawnictwo: Diossa


Przepracowany dziennikarz postanawia odpocząć od swojego dotychczasowego życia. Lekarz diagnozuje u niego neurastenię i zaleca mu zmianę otoczenia. Korzystając z okazji do wolności i pod pretekstem wizyty u medyka, dziennikarz wyjeżdża na wypoczynek, swojej rodzinie zostawiając jedynie list. Podczas gdy jedzie sobie swoim żółtym samochodzikiem, w równoległym wszechświecie dwójka ludzi przeprowadza eksperyment naukowy. W jego wyniku główny bohater powieści, wraz z przypadkowymi uczestnikami ruchu drogowego, zostaje przeniesiony do całkowicie obcego mu otoczenia. Tam, z nowo poznanymi towarzyszami, odkrywa martwe ciała eksperymentatorów a także zauważa przyjazne zachowanie dzikich zwierząt (a przynajmniej jednego- lamparta). Szybko zwracają uwagę mieszkańców tego świata, którzy traktują ich jak gości. Jednocześnie miejscowi pracują nad odtworzeniem eksperymentu w celu jak najszybszego pozbycia się przybyszów.

W Utopii, bo tak nazwali nowo poznany świat Ziemianie, nie występują choroby, nieprzydatne gatunki roślin i zwierząt zostały wytępione a dzikie zwierzęta oswojone. Mieszkańcy, wszyscy sobie równi, zajmują się niemal wyłącznie badaniami naukowymi, a w wolnym czasie oddają się swoim zainteresowaniom, przyrost naturalny jest kontrolowany. Przez taki kontrast z Ziemskim życiem pojawia się wiele konfliktów. Duchowny jest oburzony brakiem jakiejkolwiek religijności, a także nieobecnością instytucji małżeństwa. Minister spraw wojskowych jest oburzony brakiem jakichkolwiek konfliktów, dowodząc że dają one szczęście i dzięki nim ludzkość się nie degeneruje. Dziennikarz, nasz główny bohater, jest oburzony faktem, że ktokolwiek mógłby krytykować sposób życia mieszkańców Utopii. Niezgodność poglądów z czasem tylko rośnie, nasilając napięcie między dwoma różnymi światami.

Brakowało mi historii Utopii, opisu co doprowadziło do ukształtowania się takiego ustroju. Wells bardzo ogólnikowo potraktował także rolę natury w życiu rzekomo idealnego społeczeństwa, nie ma tu wizji konsekwencji wytępienia robactwa, powierzchownie tylko wspomniał o tym, że większość gatunków ptaków jeszcze gdzieś na tej planecie żyje. Nieprzekonujący dla mnie był również sposób komunikowania się utopian. Telepatia która rozwinęła się w około trzy tysiące lat to coś, co razi mnie nawet w powieści tego gatunku.

Jak na książkę napisaną niemal 100 lat temu, stylem pisania nie różni się zbytnio od nowszych powieści science-fiction. Dziwić może fakt że opisuje Utopię, krainę szczęścia, a nie dystopię, tak popularną w dzisiejszych czasach w książkach, filmach czy grach. Powieść ta kontrastuje z „Wehikułem czasu” tego autora, tu pełny piękna i pokoju świat, tam zniszczony i zdegenerowany, chylący się ku całkowitemu upadkowi. Książka momentami się dłuży, mimo braku jakichś szczególnie długich opisów przyrody można odczuć spowolnienia akcji. Jeżeli chcecie poznać wizje przyszłości różną od tego co można teraz spotkać w dziełach kultury masowej, polecam. 

Ocena książki: 4,5/6

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz