Tytuł: Inferno
Autorzy: Dan Brown
Przekład: Robert J. Szmidt
Wydawnictwo: Sonia Draga
Robert Langdon na tropie
Dan Brown nie jest pisarzem potrafiącym zaskoczyć czytelnika, który przeczytał choćby dwie jego książki. Z taką myślą rozpocząłem czytanie Inferna i jego lektura nie zmieniła za bardzo mojego nastawienia. Mamy tu wszystko na co mogliśmy natrafić czytając wcześniejsze książki o Robercie Langdonie. Wykładowca akademicki musi uratować świat, rozwiązując łamigłówki związane z dziełami sztuki i zapomnianymi już symbolami. Oprócz tego, przez związane z dziedzictwem kulturowym ludzkości miasto będzie go ścigać potężna organizacja. Obecny będzie oczywiście także zwrot akcji, dotyczący lojalności towarzysza Langdona lub osoby mu pomagającej. Jestem zdania że popularność książek Dana Browna opiera się w głównej mierze na kontrowersyjnym temacie, który jest tłem przygód specjalisty od symboli. Motywy takie jak historia Kościoła Katolickiego, przedstawiona w dość swobodny sposób, czy kwestia przeludnienia Ziemi, przyciągają czytelników różnych gatunków literatury.
Tajemnica do rozwikłania
Profesor Robert Langdon budzi się w szpitalu, odkrywa na swoim ciele ranę postrzałową, dodatkowo ma amnezje, nie pamięta wydarzeń z ostatnich dwóch dni. Znajduje się we Florencji, nie pamięta jak się tam znalazł, ani także dlaczego znajduje się w miejscu oddalonym o siedem tysięcy kilometrów od lokalizacji, w której, zgodnie z harmonogramem jego zwyczajnego życia, powinien się znajdować. Jego pobudce w szpitalu towarzyszy także wizyta nasłanej na niego zabójczyni, pragnącej dokończyć dzieła. Langdon oczywiście jej ucieka, z pomocą lekarki, Sienny Brooks, opuszcza lecznicę i rozpoczyna walkę o swoje życie. Przekonany, że jego rząd chce jego śmierci, a także że jego jedyną sojuszniczką jest Sienna, rusza odkryć tajemnicę Mapy Piekła Botticelliego, którą wyświetla tajemniczy rzutnik znaleziony przez Roberta w swojej kieszeni.
Od zabytku do zabytku
Mamy tu bieganie od wskazówki do wskazówki, od miejsca do miejsca, w każdym kolejnym punkcie Langdon podczas przebłysków inteligencji błyskotliwie rozwiązuje kolejne tajemnice, dzięki czemu może kontynuować swoją podróż po zabytkowych miejscach. I tu niestety autor wprowadził zbyt dużo opisów słynnych budowli i dzieł sztuki. Można powiedzieć że niektóre miejsca książki są jakby żywcem przepisane z przewodnika po zabytkach Florencji, zawierają one bowiem informacje o architekcie lub malarzu, krótkiej historii danego miejsca lub obrazu, a także dokładny opis antyku. Z jednej strony jest to jakieś przybliżenie kultury europejskiej, ale zajmuje to wiele miejsca i znacznie spowalnia akcję książki. Charakterystyka Wrót Raju Ghibertiego to jedna strona nic nie wnoszącego do fabuły sprawozdania z historii pewnej bramy.
Profesor kontra reszta świata
Po odkryciu że ktoś poluje na jego życie, Langdon twierdzi że nie ma do kogo zwrócić się o pomoc, że znajduje się w obcym miejscu i jest zdany wyłącznie na siebie. Nie zgadza się to z dalszą częścią książki, w której to widzimy że łączy go przyjaźń z dyrektorem Il Duomo, Ignaziem Busoni. Robert jest także podziwiany przez jego przewodnika po Hagia Sophii w Konstantynopolu, znalazłoby się więc pewnie wiele osób które byłyby skłonne pomóc profesorowi i udzielić mu schronienia. Jest przecież znanym specjalistą od symboli, którego książki tłumaczone są na wiele języków i sprzedawane są w wielu krajach.
Byle do końca
Dużym plusem książki jest fakt, że napisana jest prostym językiem, mimo wspomnianych przeze mnie wstawek o zabytkach da się przez to przebrnąć. Trzyma w napięciu, szczególnie zapadła mi w pamięć końcówka, było to coś czego zupełnie się nie spodziewałem. Niestety, powieść zawiera w sobie zbyt przekombinowaną fabułę. Podczas kilku stron czegoś, co w zamierzeniu autora miało być chyba wyjaśnianiem, trochę się pogubiłem, a co dopiero profesor Langdon, po swojej amnezji i bieganiu po Florencji. Być może fabuła przeniesiona do kin będzie się lepiej prezentowała, bo moim zdaniem jest to książka przeciętna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz