Jako że przeczytałem Długą Ziemię, Długą Wojnę i Długi Mars w ciągu tygodnia, a także biorąc pod uwagę fakt że wszystkie trzy książki liczą nieco ponad tysiąc stron, postanowiłem zrobić jedną recenzję do wszystkich trzech części, stanowiących pewnego rodzaju całość. Oprócz nich do cyklu zalicza się niewydana jeszcze w Polsce The Long Utopia.
Tytuł: Długa Ziemia, Długa Wojna, Długi Mars
Autorzy: Terry Pratchett, Stephen Baxter
Przekład: Piotr W. Cholewa
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Podróż w nie tak całkiem nieznane
Terry Pratchett to geniusz. Nie natrafiłem na żadną jego książkę o której mógłbym powiedzieć (lub napisać) że jest słaba, a przeczytałem ich około czterdziestu. Stephena Baxtera przed zapoznaniem się z treścią Długiej Ziemi nie znałem, zresztą teraz też nie mogę powiedzieć za dużo o jego stylu pisania przez to, że mamy tu do czynienia ze współpracą dwóch autorów. Nie jestem w stanie określić, który rozdział, akapit, zdanie pisał Pratchett, a który Baxter. Mogę się jedynie domyślać, że Baxter zajął się technicznymi aspektami podróży przez Długą Ziemię, takimi jak budowa twainów, szybowców, czy samego krokera. Spróbować określić to mogę po przeczytaniu informacji na okładkach książek i artykule o nim na wikipedii. Mam mieszane uczucia jeżeli chodzi o taką współpracę. Z jednej strony może się z tego zrodzić coś nowego, niespotykane dotychczas połączenie dwóch koncepcji mogłoby zaowocować dziełem wybitnym, które w znaczący sposób poszerza horyzonty myślowe czytelnika, a nawet samych autorów. Może się jednak zdarzyć, iż koncepcja napisania jednej książki przez dwóch pisarzy jest podyktowana kwestiami finansowymi- jest to swego rodzaju reklama, mająca na celu zainteresowanie oddanych czytelników jednego pisarza, twórczością tego drugiego. Jak jest w tym przypadku? Czy Długa Ziemia została napisana aby wyciągnąć pieniądze z portfeli czytelników, czy może by w nowy sposób połączyć science fiction z fantastyką? No cóż... zacznijmy od początku.
O jeden krok od domu
Willis Linsay, przed swoim zniknięciem, wrzucił do sieci plany krokera. Prostego urządzenia, którego jedynym źródłem zasilania jest ziemniak. Pozwala ono przekraczać między światami równoległymi do naszej „podstawowej” Ziemi, rozciągającymi się na wschód i na zachód. Z technologii Linsaya pierwsze skorzystały dzieci, w zaciszu swoich domów skonstruowały tajemnicze urządzenia i... wpadły w kłopoty. Zaalarmowani zniknięciem swoich dzieci rodzice wzywali policję, wybuchła panika. Bohaterem dnia, Dnia Przekroczenia, został Joshua Valiente, zaledwie trzynastoletni, pomógł innym dzieciom zagubionym na alternatywnych Ziemiach wrócić do domu. W tamtym dniu przed ludzkością otwarły się nowe drzwi. Ogromna liczba światów, czystych, nieskalanych ręką człowieka, z bogactwami naturalnymi czekającymi na wydobycie. Pionierzy rozpoczęli swoją wędrówkę po nowych, wykrocznych światach, zakładając nowe społeczności. Niektórzy nastawieni tylko na zysk, inni marzący o cichym, spokojnym życiu z dala od hałasu współczesnego im świata. Jeszcze inni patrzyli w gwiazdy i zastanawiali się: czy jeśli jest tyle alternatywnych Ziem, to czy inne planety także się zmieniają? Czy oddalając się na znaczną odległość od Ziemi Podstawowej znajdziemy życie na Marsie?
Ziemia dla każdego
Moim zdaniem autorzy wiernie oddali sytuację jaka zapanowała na Ziemi po odkryciu przez ludzkość innych światów. Reakcje rządów państw, opisane tu mamy głównie Stany Zjednoczone, miały na celu rozszerzenie terenów tych państw na ich „cień” w wykrocznych światach. Oczywiście miało to także dotyczyć systemu podatkowego. Brakuje mi tu jednak dokładniejszego przedstawienia konsekwencji zapaści gospodarczej po exodusie znacznej części społeczeństwa. Ciekawie przedstawione są tu wędrówki ludzi po Długiej Ziemi, niestety jest ich bardzo mało, jeśli nie liczyć podróży Joshuy i Lobsanga. Podróż pionierów przez nieznane wcześniej światy i tworzenie przez nich nowych samowystarczalnych społeczności byłoby dobrą okazją do dogłębniejszego przyjrzenia się im. Opisy tych nowych światów, bliskich i oddalonych od Podstawowej Ziemi nie są zbyt barwne i tylko powierzchownie pozwalają czytelnikowi porównać je do naszego świata. Widać w tych opisach, głównie organizmów żywych, ile zabawy mieli autorzy wymyślając kolejne wariacje życia, które mogłyby pojawić się na Ziemi.
Poczekajmy aż coś zacznie się dziać
We wszystkich trzech książkach dwójka autorów stara się postawić i odpowiedzieć na wzniosłe pytania filozoficzne, te o naturę człowieka, dokąd zmierza ludzkość. Próbują też opisać kwestie niepodległości jednostki i zależności człowieka od rządu. Niestety, pod tym względem Długa Wojna mnie zawiodła, po przeczytaniu tytułu byłem nastawiony na epickie starcie kolonistów z rządem na Podstawowej. Rozczarował mnie fakt, że większość stron tej książki to wędrówka wojskowych sterowców po Długiej Ziemi, na próżno tu szukać jakiejś bitwy. Pisarze usprawiedliwiają to tym, że nieskończone przestrzenie, do jakich ludzkość otrzymała dostęp, sprawiają że każdy ma pod dostatkiem pożywienia i spokojnego miejsca do życia. Co skutkuje brakiem powodów do popełniana przestępstw, a co dopiero mówić o prowadzeniu jakiejś wojny. Dlatego też pozostaje dla mnie tajemnicą geneza tytułu drugiej części cyklu.
Za krótka, a jednocześnie za długa
Każda z tych książek osobno jest krótka, tak jak seria jako całość. Odbija się to niestety na treści, powodując wiele niedopowiedzeń i jedynie wspominając o kwestiach, które rozwinięte mogłyby okazać się interesujące. Pisarze chcieli upchnąć zbyt dużo treści na znacznie ograniczonym obszarze. Mimo to można tu znaleźć miejsca które się dłużą, zbędne całe strony które nic nie wnoszą, a same w sobie są nudne. Nie są to jednak książki złe, wędrówka jaką odbywają bohaterowie na ich kartach jest jedyna w swoim rodzaju, nie do gwiazd, nie w nieodkryte rejony nasze Ziemi, ale... jakby w bok, do światów, które mogą być całkowicie inne od tego, który znamy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz