czwartek, 26 maja 2016

Recenzja #27 Noce waniliowych myszy


Tytuł: Noce waniliowych myszy
Autor: Charles Bukowski
Przekład: Marcin Baran, Leszek Engelking, Michał Kłobukowski, Piotr Madej, Dobrosław Rodziewicz
Wydawnictwo: Noir Sur Blanc

Poezja


Nie rozumiem poezji. Już od podstawówki, przez gimnazjum, do liceum, był to mój najbardziej znienawidzony element lekcji języka polskiego. Oczywiście, zdarzają się wiersze które mi się podobają (Całujcie mnie wszyscy w dupę Tuwima jest po prostu piękne, a Reduta Ordona Mickiewicza ma coś w sobie), ale nie jest ich wiele. Z dosyć negatywnym nastawieniem sięgnąłem więc po tomik poezji Bukowskiego, którego już zacząłem uważać za dobrego pisarza.

Wstęp


Noce waniliowych myszy to wybór kilkudziesięciu wierszy Bukowskiego, opatrzony wstępem Tadeusza Nyczki. Poezje starego świntucha (bo tak zatytułowane jest to wprowadzenie) na kilku stronach przybliżają sylwetkę Bukowskiego, jego życie jako stałego bywalca barów oraz twórczość, która była dla niego ucieczką od życia. Autor przedmowy poniekąd ostrzega, co czytelnik może znaleźć w wielu wierszach Bukowskiego- wulgarność.

Tematyka


W swoich wierszach Bukowski porusza najróżniejsze tematy, znaleźć tu można charakterystykę jego relacji z ojcem, jego stosunku do kobiet, możemy dowiedzieć się jakimi pisarzami się inspirował (a właściwie, których uważał za wartych czytania).

Język


Jednak nie jest to poezja napisana pięknym językiem. Gdyby przepisać te wiersze w sposób ciągły, zamieniając je na prozę, niewiele by straciły ze swojej wymowy. Prostota obecna w każdym wersie sprawia, że łatwo i szybko się to czyta.

Poezja?


Ale czy twór literacki, który można by z łatwością przerobić na prozę, można nazwać wierszem? Może nie rozumiem tego obszaru literatury, ale według mnie wciśnięcie entera w kilku przypadkowych miejscach nie czyni danego tekstu wybitnym, co najwyżej trudniejszym w odbiorze. Swojej przygody z Bukowskim na pewno nie zakończyłem, jednak będę starał się omijać jego poezję.

Ocena książki: 5/10
Czy warto? Jeżeli ktoś lubi poezję i Bukowskiego.

Mogą Cię także zainteresować:

piątek, 20 maja 2016

Recenzja #26 Szmira


Tytuł: Szmira
Autor: Charles Bukowski
Przekład: Tomasz Mirkowicz
Wydawnictwo: Noir Sur Blanc

Kicz, czy nie kicz, oto jest pytanie


Szmira, czyli tandeta. Utwór, na który nie warto nawet spojrzeć, nie mówiąc już o czytaniu. Bukowski przewrotnie nazwał tak swoje dzieło, ponieważ szmirą ono nie jest. Posiada wartość, nadaną choćby przez to, że z założenia jakość tej książki miała być marna.

Detektyw


Detektyw, Nick Belane, nie odnosi w swoim życiu wielu sukcesów. Samotnik, chlejący kiedy tylko ma na to czas, borykający się z brakiem gotówki i brakiem jakichkolwiek perspektyw na przyszłość. Na jego (nie)szczęście dostaje nowe zlecenie, od samej Pani Śmierć. Ma odnaleźć dla niej Céline’a, nie żyjącego od lat słynnego francuskiego pisarza. Po drodze natyka się na kosmitów, tajemniczego Czerwonego Wróbla, a także męża niepewnego wierności swojej wybranki.

Surrealizm


Nie jest to długa książka, zaledwie 180 stron które można przeczytać w jakieś trzy godziny. Objętość ta wystarcza aby sprawnie ukazać tę historię, powiększenie niepotrzebnie mogłoby rozwlec fabułę. A tej jest do przeciętności naprawdę daleko. Obecność takich postaci jak Pani Śmierć, zmiennokształtni kosmici i Czerwony Wróbel tworzy naprawdę surrealistyczną mieszankę. Interakcje między głównym bohaterem a paranormalnymi osobistościami to coś, co zapada w pamięć i wręcz nakazuje kwestionować rzeczywistość.

Trzyma poziom


Jak to u Bukowskiego , książka jest napisana wręcz lapidarnym językiem. Brak tu zbędnych słów, każde obecne tu przekleństwo jest usprawiedliwione. Postacie są dosyć prosto zbudowane, ale ich wyborom i motywacjom nie mogę niczego zarzucić. Czyta się naprawdę dobrze i z niecierpliwością przewracałem kartki żeby jak najszybciej dowiedzieć się, co też jeszcze Bukowskiemu przyszło do głowy.

Ostatnia


Do kiczu tej książce jednocześnie blisko i daleko, mimo wątków fantastycznych pokazuje rzeczywistość, brud i obłudę świata. To ostatnia książka Charlesa Bukowskiego, napisana niedługo przed śmiercią. Po tę książkę warto sięgnąć choćby dla zakończenia, według mnie najlepszego fragmentu książki, jest takie... ostateczne.

Ocena książki: 8/10
Czy warto? Jak najbardziej.

piątek, 6 maja 2016

Recenzja #25 Zabójczyni i Czerwona Pustynia



Tytuł: Zabójczyni i Czerwona Pustynia
Autor: Sarah J. Maas
Przekład: Marcin Mortka
Wydawnictwo: Uroboros

Tańsze niż piwo


Wielokrotnie słyszałem o Sarze J. Maas, jednak zawsze sądziłem że pisze książki o tematyce „young adult”, nie spieszyłem się więc żeby poznać twórczość tej autorki. Gdy zobaczyłem w księgarni tę książeczkę w promocji za 4,90, postanowiłem brać ją w ciemno. Przecież wielokrotnie płaciłem więcej za piwo...

Milczący Zabójcy


Jest to druga część z czterech opowieści Szklanego tronu. Celaena Sardothien, tytułowa zabójczyni, po niewykonaniu jednego z jej zleceń, zostaje wysłana przez swojego mistrza na Czerwoną Pustynię. W jej głębi, w tajemniczej warowni, szkolą się i mieszkają Milczący Zabójcy. Główna bohaterka ma miesiąc aby Niemy Mistrz spojrzał na nią łaskawym okiem i dał jej list polecający. Nie jest to jednak takie proste, bo władca twierdzy bardzo kapryśnie wybiera szkolone przez siebie osoby.

Zaskoczenie


Książka pozytywnie mnie zaskoczyła, postać Celaeny jest dobrze poprowadzona, jej nieodnalezienie się w nowym środowisku jest przekonująco pokazane. Świat przedstawiony przez autorkę jest żywy, często przytaczane są wątki niezwiązane bezpośrednio z główną fabułą. Zdaje mi się, że Sara J. Maas chciała tu zawrzeć jakiś morał o przyjaźni, ale ja go nie wyłapałem (no, może coś w stylu: Przyjaźń to skomplikowana rzecz).

List polecający


Nie rozumiem po co właściwie zabójczyni list polecający. Wielokrotnie w takcie lektury podkreślone jest, że Calaena to najsprawniejsza asasynka Adarlanu, nie może więc opuścić swojego dawnego mistrza i żyć na własną rękę? Przecież osoba z jej zdolnościami na pewno znalazłaby zatrudnienie (to znaczy, tak mi się wydaje, w tej książce Celaena nie posługuje się jakimiś nadzwyczajnymi umiejętnościami, ot, zwykła dziewczyna mogąca unieść miecz i kupująca na targu buty).

Cena...


Te 130 stron zachęciło mnie do sięgnięcia po kolejne książki autorki. Jeżeli będą w takich korzystnych promocjach lub je od kogoś pożyczę, nie wydałbym dwudziestu złotych za nieco ponad sto stron tekstu. W takich przypadkach uważam że wydawca przesadza, przecież można by wydać wszystkie cztery opowieści w jednej książce. Ale wtedy hajs by się nie zgadzał...

Ocena książki: 8/10
Czy warto? Nie za taką cenę.

sobota, 30 kwietnia 2016

Recenzja #24 Assassin's Creed: Czarna bandera



Powieść na podstawie gry firmy Ubisoft, Assassin’s Creed 4.


Tytuł: Assassin's Creed: Czarna bandera
Autor: Oliver Bowden
Przekład: Przemysław Bieliński
Wydawnictwo: Insignis

Ambicje owczarza


Edward Kenway, syn hodowcy owiec, ma dość swojego monotonnego życia. Mimo zdobycia serca pięknej córki zamożnego kupca, nie potrafi odnaleźć się w rodzinnej mieścinie. Postanawia zostać korsarzem, łupiącym statki obcych mocarstw, a po zdobyciu sławy powrócić do swoich ukochanych jako bogacz. Nie wszystko jednak idzie po jego myśli, jeszcze przed wypłynięciem z portu popada w konflikt z potężnym zakonem Templariuszy, a najbliżsi wręcz wyrzucają go z domu. Tak niefortunne rozpoczęcie podróży jednak jeszcze umacnia w nim chęć zdobycia fortuny.

Dziury w całym


Książka pisana jest w formie pamiętnika Edwarda Kenwaya, ojca Haythama znanego z Porzuconych, co czyni ten tom prequelem poprzedniego. Mimo poprowadzenia narracji z perspektywy pierwszej osoby, istnieje wiele luk między rozdziałami, które autor stara się wypełnić krótkimi opisami doświadczeń bohaterów na początku rozdziałów. Wprowadza to pewien chaos i przez to gubiłem się czasem w fabule.

Ale o co kaman?


Bardzo podoba mi się okładka, doskonale komponuje się postać głównego bohatera z twierdzą i statkiem. Chyba jak na razie najlepsza obwoluta cyklu Assassin’s Creed. Niestety, jest gorzej jeżeli chodzi o treść. Ponownie żadnych informacji o przyczynach walki Asasynów z Templariuszami, kto zbudował Obserwatorium, a także brakuje jakiegokolwiek wyjaśnienia tajemniczego „zmysłu” Edwarda. Oczywiście, odnajdą się w tym osoby które grały w grę, albo znają fabułę poprzednich tomów serii. Wydaje mi się, że nowi czytelnicy, którzy dopiero chcą odkryć uniwersum Assassin’s Creed, mogą być nieco zagubieni.

Bohater dynamiczny


Dużym minusem jest kreacja bohaterów. Oprócz Edwarda nikt nie przekonał mnie do siebie. Zazwyczaj działają chaotycznie i nie wiedziałem czym ich akcje są umotywowane. Być może jest to wina tego, że autor poświęcił mało miejsca na przedstawienie charakterów poszczególnych piratów, rzucając ich od razu w wir akcji. Jedyną, według mnie, dobrze poprowadzoną postacią jest Edward Kenway, poznajemy jego losy od popijaw w karczmie, przez pirackie życie, schyłek złotej ery piractwa. Jesteśmy świadkami wydarzeń jakie kształtują jego osobowość, oraz przyjęcia przez niego kreda Asasynów.

Przeczytam kolejne


Książka nie zachwyca, ale nie żałuję czasu, jaki poświęciłem na jej przeczytanie. Konflikt Asasynów i Templariuszy nadal przyciąga uwagę, chociaż w tym tomie było go jakby mniej. Nie zostałem zniechęcony do sięgnięcia po kolejne części cyklu, na pewno nadal będę śledził wojnę dwóch zakonów, toczącą się w cieniu historii.

Ocena książki: 3,5/6